Skandal wręcz…

9 05 2011

Inaczej chyba nie mogę określić swojego milczenia w tym miejscu…
Minął kawałek, ba!, dobry kawał czasu od ostatniego wpisu… wydarzyło się bardzo dużo… dobrego i złego, choć i to drugie w efekcie okazało się dobre…
Dzięki za te słowa i wsparcie, które miałem od Was.
Dowiedziałem się o cichych czytelnikach bloga z różnych miejsc kraju i świata…
Wracam, przygotuję się i wracam…





zburzony most; żal i satysfakcja

20 07 2010

Właściwie byłem bardzo bliski skasowania tego bloga. Dlaczego? Zupełnie straciłem wenę pisania tutaj. Jednak stwierdziłem, że dam sobie i temu miejscu jeszcze jedną szansę. Nie będę za bardzo wracał do tego, co się wydarzyło od ostatniego wpisu, bo przebiłbym wszystkie tomy „Harrego Pottera” objętościowo. Dzieje się dobrze i oby tak dalej – tyle powiem. Tylko nie mam chwili, żeby spotkać się z tymi, z którymi tak bardzo chciałbym pogadać. Z B., P., czy K. Mam jednak nadzieję, że niebawem się zluzuje i będzie ok. Jeśli czytacie to, bo nie przyznaliście się nigdy, więc nie wiem, jeśli czytacie – wybaczcie opieszałość w kontaktach i spotkaniach. Powód rzuciła mnie w firmie na głęboką wodę. Nauczyłem się bardzo dużo i to cenię, ale do dziś się siedzi i siedzi i pracuje i pracuje. Niemniej jednak zadowolenie ogromne. Satysfakcji również nie brakuje :-)
Wczoraj jednak wymieniłem kilka maili, które trochę zburzyły moje uczucia…
Czytaj resztę wpisu »





prysł jak bańka mydlana

17 05 2010

Nie ma się co oszukiwać… pisanie na tym blogu mi nie idzie zbyt dobrze. Jakoś aktywność w tym obszarze przeniosłem w inne miejsca w sieci. Może dlatego, że tam się dyskutuje? Może… nie wiem. Jest chyba jeden powód, dlaczego tutaj nie chciałem zbyt dużo pisać. Czytają to osoby, które przestałem cenić i szanować. Z drugiej jednak strony to nie ja ze sobą muszę czuć się źle, a blog w sieci ma to do siebie, że jest jednak publiczny.
Ostatnio było smutno. Pisałem o tym, że poczułem się obywatelem Polski. Cóż… jak szybko się pojawiło, tak samo prysło…
Czytaj resztę wpisu »





miało być inaczej

13 04 2010

Znowu miałem dłuższą przerwę od bloga… Chciałem coś innego napisać, ale nie umiem chyba teraz.
Przez ostatnie dni wspominam sobie jedną z rozmów, jakie odbyłem z B., kiedy jeszcze razem podróżowaliśmy do Warszawy i z powrotem. Mówiliśmy o patriotyzmie, o tym, że w sumie to ja nie należę do zagorzałych patriotów, że niczego nie zawdzięczam Polsce (mówiąc teraz ogólnie). Teraz, już w sobotę, po raz pierwszy w swoim życiu kupiłem narodową flagę, przepasałem ją kirem i powiesiłem za oknem. Nie wiem sam, czy to patriotyzm, czy po prostu ludzki odruch, których nigdy mi nie brakowało, ale jakoś mi tak inaczej niż wcześniej. Poczułem się Polakiem.
Czytaj resztę wpisu »





mawiają, że jest “be”, czyli jak to nam z pogodą dobrze

27 01 2010

Na Waszych blogach i profilach (np. w serwisie Facebook) piszecie bardzo dużo o zimie. Właściwie nie tyle piszecie, ile narzekacie. Może mnie zabijecie za to, ale ja naprawdę lubię tą porę roku. Zresztą dostrzegam tutaj pewną niekonsekwencję w nas samych. Ludzie są niekonsekwentni, my Polacy lubimy też narzekać. Żeby była jasność, to daleki jestem od osądzania kogokolwiek, bo sam zaliczam się zarówno do ludzi, jak i Polaków, niemniej jednak staram się patrzeć na to, co jest nieco inaczej.

Czytaj resztę wpisu »





wieje i zamiata

8 01 2010

Godziny południowe w Łodzi przyniosły dziś dużą zmianę w pogodzie. Ranek przywitał nas mroźnym powietrzem, przyjemne uczucie w przenikających przez chmury promieniach słońca. Niemal w 10 minut wszystko zmieniło się o 180 stopni; temperatura wzrosła, jednak silny wiatr powodował większe uczucie chłodu niż jeszcze chwilę wcześniej. Nadciągnęły chmury i zaczął sypać śnieg, zawieje zaczęły się niemal tak szybko, jak mrugnięcie okiem. Tak sobie myślę… gdyby zjawiska pogodowe przełożyć na życie?
Czytaj resztę wpisu »





grunt! grunt! potrzebny grunt!!!

5 01 2010

Chciałbym i się boję, a w środku chwilami tak ściska, że normalnie nie wiem, co robić – tak określiłbym swój stan, gdyby ktoś kazał mi go opisać w jednym zdaniu. Kłębią mi się w głowie różne myśli. Chciałbym zrealizować swoje plany, ale nie wiem, czy mogę sobie pozwolić na to teraz, czy nie okaże się to klapą, a ja przecież nie mogę sobie właśnie teraz pozwolić na klapę. Z drugiej strony, czy kiedykolwiek będzie taki czas? Nie wiem, bo przyszłości nie znam. Może powinienem udać się do dobrej wróżki? Znacie jakąś?
Jest też druga strona medalu, która znacznie jaśniej błyszczy mi teraz po oczach, a nazywa się „zobowiązania”. Koniec stycznia za pasem, a ja wciąż szukam i szukam i szukam… i nic :-(
Powinienem mieć zaplecze, zanim zacznę realizować plany, a zaplecza brak, medal wciąż nie chce się odwrócić na tą bardziej pozytywną stronę, a ja nie wiem, co robić… oj, dołek dołek… nie tak chciałem zacząć ten rok. Kiedy będzie taki dobry? Miały być nowe starty, nowe plany… a jest póki co wielkie G. Kurde, 2008 do kitu prywatnie, 2009 do kitu zawodowo… nawet nie chcę myśleć o 2010, bo podobno ściąga się myślami to, co złe.
Wiem, wciąż życiowy optymista ze mnie, a tutaj nagle coś takiego… ale optymizm po prostu gdzieś mi się teraz chowa. Brakuje gruntu pod nogami, kiedy będę go miał znowu? Znacie tą wróżkę jakąś?





nieco strachliwie

31 12 2009

Ten wpis powstawał niemal tydzień. Najpierw był dłuższy, później krótszy, aż w końcu powstał zupełnie od nowa. Święta, jak to święta – były i minęły. Drugie bez Taty. Było łatwiej niż rok temu, ale wciąż nie tak samo, jak jeszcze dwa lata temu. Gdybym wiedział, że wówczas robione zdjęcia są ostatnimi wspólnymi świętami… Było jednak nieco weselej i w większym gronie, a ja wpadłem w wir kucharzenia wszelakiego. Nie będę skromny i powiem, że to umiem i dobrze mi wychodzi :-)  Tylko wcześniej czasu było na to mało, a teraz mam go mnóstwo i już mnie nosi… Za mną kolejny okres poszukiwania zajęcia zawodowego.
Czytaj resztę wpisu »





powroty i wybory vs. trudności

10 12 2009


Cóż by napisać… Wróciłem, niestety. Właściwie cokolwiek bym nie napisał, nie odda to tego, co widziałem i co przeżyłem w Nowej Zelandii i Australii. Nie wierzyłem, że istnieją na świecie takie miejsca, ale teraz to wiem. Przekonałem się na własnej skórze. Powrót jednak był nieuchronny, ale czy na długo? Nad tym wciąż się zastanawiam. Co daje mi Polska? Póki co nic. Wyjazd miał dać odpoczynek. Dał, ale niestety przyniósł ze sobą także nieciekawe wieści. Chcę wierzyć, że to tylko plotki, bo jeśli jest inaczej, to okaże się, że ostatnie pół roku było życiem w obłudzie.
Czytaj resztę wpisu »





kierunek: Nowa Zelandia/Australia

3 11 2009

Ostatnie dni były niemal koszmarem. Efekt tych dni jest taki, że ta wspaniała firma, dla której tak wiele poświeciłem powiedziała mi „niewiele dla nas znaczysz, co więcej nie za dobrze pracujesz”. Tak w skrócie. Czas więc rozstać się z kiedyś wspaniałym pracodawcą, a dziś? Miejscem osiedlenia kopaczy, którzy pozbawili tą firmę od stycznia ponad 30 wspaniałych ludzi. Cóż. Ich wybór. Ja mam nauczkę, boli tylko to, że znowu ktoś skopał zaufanie, poświęcenie… ale obiecałem sobie, że nie będę się pogrążał. Oby mi się udało…
Czytaj resztę wpisu »








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.