wieki minęły, ruchome piaski i urlop

22 10 2009

Wieki znowu minęły od mojego ostatniego wpisu tutaj. Właściwie nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mogę tylko zdradzić, że zacząłem pisać to, co po głowie chodziło od dawna. Jest już dość sporo :-)
Co się wydarzyło przez ten czas? Tak wiele, że nie będę zawalał serwerów epopejami narodowymi (z cały szacunkiem do tych właściwych). Z. nakazała zmienić layout i zacząć pisać :-) dzięki, bo to pomogło, choć jeszcze chwilę zajęło :-) Co się dzieje teraz?

Trudno jednoznacznie to określić. Na pewno jestem na ostrym zakręcie z przepaściami po obu stronach. Jestem jeszcze w pasie, ale jak długo? Nie wiem. Wszystko przez to, że kilka tygodni temu jeden taki ktoś postanowił kopać pode mną dołki. Niestety sporo wykopał i czuję się tak, jakbym chodził po ruchomych piaskach: mam jeszcze siłę iść i nie zapadam się, choć są chwile, kiedy niemal tonę. Najgorsze jest już nawet nie to, że ktoś, kto zupełnie mnie nie zna, zaczął kopać i to złamaną łopatą, ale to, że ktoś, kto zna mnie doskonale w ogóle uwierzył w to, co kopiący używał za motywację. Strasznie to boli, kiedy ma się do kogoś zaufanie, ten ktoś jest dla ciebie bardzo ważny, co więcej mówi wiele pięknych słów do ciebie, a tu jedno zdarzenie i oskarżenie rzucone bez podstaw powoduje, że nagle ten ktoś traci do ciebie zaufanie, traktuje jak wroga (może przesadzam, ale tak to czuję). Niestety ta sytuacja trwa już kilka tygodni i mocno mnie męczy. Nie wiem, czy to już czas na podjęcie pewnych odważnych kroków, czy jeszcze nie? Nie wiem, myślę nad tym, ale ciężko idzie, bo zaufanie do takiej osoby to dla mnie najważniejsze kryterium codziennego życia.
Dlaczego? Tego wciąż nie wiem…

Urlop. Za pasem, staram się i tym troszkę żyć, ale niestety nie do końca mi wychodzi, bo – jak pisałem wyżej – ciężko w pracy, a do tego sypnęło się znowu zdrowie i to poważniej niż spodziewałbym się ja, czy lekarz. Ten drugi jest oczywiście, jak zawsze zdecydowanie większym optymistą niż ja. Wierzę mu, w końcu z wielu rzeczy mnie wyciągnął. Teraz jednak sam nie miał radosnej miny. Cóż, do 3.11. codziennie mocne dawki, później nieco lżejsze, a w grudniu… szykuje się coś poważnego z leczeniem, boję się trochę, ale może uniknę tego, bo coś się odmieni.

Listopad. Lecę 4.11., wracam 24.11. Nowa Zelandia i Australia. Od 6 lat jadę na dłuższy urlop i to tak daleko. Cieszę się, bo wycieczka niesamowita, ale przeraża mnie czas lotu… ale przeżyję, książki i coś tam coś tam jeszcze i już…

Póki co jeszcze kilka dni, jeszcze kilka… chciałbym tak bardzo przed urlopem odzyskać twardy grunt pod nogami, ale to chyba nie jest możliwe… i tym sobie żyję… prywatnie… nie na dziś :P


Działania

Informacja

Jedna odpowiedź

27 10 2009
joycat

No! Już nie mogłam się doczekać, kiedy pojawi się nowy wpis na Twoim blogu.
Co tam się u Was dzieje?? Co to za kopacze?

I zazdroszczę wyjazdu – piękna podróż przed Tobą :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.