Godziny południowe w Łodzi przyniosły dziś dużą zmianę w pogodzie. Ranek przywitał nas mroźnym powietrzem, przyjemne uczucie w przenikających przez chmury promieniach słońca. Niemal w 10 minut wszystko zmieniło się o 180 stopni; temperatura wzrosła, jednak silny wiatr powodował większe uczucie chłodu niż jeszcze chwilę wcześniej. Nadciągnęły chmury i zaczął sypać śnieg, zawieje zaczęły się niemal tak szybko, jak mrugnięcie okiem. Tak sobie myślę… gdyby zjawiska pogodowe przełożyć na życie?
Wtedy jakoś łatwiej mi szukać optymizmu, który gdzieś zgubiłem. Tłumaczę sobie, że przecież zawsze po burzy przychodzi poprawa pogody. Jednak moje obecne „ja” przywołuje zaraz wspomnienia tych huraganów, które mijały, ale zabierając ze sobą mnóstwo ofiar i zniszczeń. Jak sobie z tym radzić? Jakby mało było tego, że nie śpię po nocach i nie mam już siły zamartwiać się o dzień jutrzejszy (każda wola chwila myśli krąży wokół tego tematu), to jeszcze siostra wylądowała mi w szpitalu. Miałem nie chwalić się wcześniej, bo wiem, jak to bywa. Będę wujkiem. Już jestem z tego dumny i się ogromnie cieszę, ale ponieważ – jak wspomniałem – bywa różnie, więc trzymam mocno kciuki, wspierając w tym i ją i szwagra. Dlatego też, kiedy tylko pojawiły się jakieś problemy, to oczywiście przy niej zawsze trzymałem uśmiech i mówiłem, że będzie dobrze, bo to nic wielkiego się złego nie dzieje. Na szczęście tym razem to mnie lekarz musiał przekonywać, że siostra jest w szpitalu jedynie po to, aby zrobić badania i nic złego istotnie się nie dzieje. Znacie mnie jednak… wiecie, że panikuję, a mój stan ducha i nerwów jest taki, że sam czuję się jak tykająca bomba. Powtórzę się, ale wciąż się boję i szukam: optymizmu i gruntu. Znajdę?
Na koniec coś bardzo ważnego. W tym tygodniu dostałem dowód na to, że pamiętają o mnie ludzie zaufani. Dzięki Z. za to, mam nadzieję, że jak nie wypali (a dokumenty się piszą), to wciąż będziesz pamiętać i podsyłać ![]()
Idę na spacer z psiakiem, śnieg to dla niej raj, teraz nadal sypie i wieje, więc będzie pewnie szał. Tak jakoś codziennie wieczorkiem robimy sobie minimum 30 minut na dworze. Dobrze mi to robi. Chyba.

Najnowsze komentarze