Na Waszych blogach i profilach (np. w serwisie Facebook) piszecie bardzo dużo o zimie. Właściwie nie tyle piszecie, ile narzekacie. Może mnie zabijecie za to, ale ja naprawdę lubię tą porę roku. Zresztą dostrzegam tutaj pewną niekonsekwencję w nas samych. Ludzie są niekonsekwentni, my Polacy lubimy też narzekać. Żeby była jasność, to daleki jestem od osądzania kogokolwiek, bo sam zaliczam się zarówno do ludzi, jak i Polaków, niemniej jednak staram się patrzeć na to, co jest nieco inaczej.
Wszyscy doskonale wiemy, że każdego roku mamy do czynienia z wiosną, latem, jesienią i zimą. Czasami pory te się mieszają, ale zwykle w sumarycznym zestawieniu wszystko się zgadza. Kiedy przychodzi lato, pojawiają się narzekania, że zbyt gorąco, że nie ma chwili wytchnienia, że wciąż słońce i upał i nic więcej. Generalnie jest „be”. Kiedy zaś przychodzi zima, to z kolei jest nam za zimno, trzeba się dłużej ubierać, drogi są zasypane. Generalnie też jest „be”. Pomijam wiosnę i jesień, bo to już w ogóle są pory roku, kiedy wiązanki z naszych ust lub w naszych myślach nie mają końca. Oczywiście są też dni, w które potrafimy powiedzieć „jak jest pięknie i cudownie”. Najczęściej to ciepłe (ale maksymalnie do 22 stopni w cieniu) i słoneczne dni wiosny. Wtedy ćwierkają ptaszki i ogólnie w powietrzu czuć piękną świeżość (btw: czy świeżość może być piękna? Hmmm). Nie zapominajmy jednak, że kiedy te dni przychodzą, to nie może zabraknąć również naszego „be”, bo przecież w 90% wówczas jesteśmy w pracy i nic nam z tej pogody. Spokojnie, z ratunkiem przybywają majówki i inne długie weekendy. Istotnie, tutaj niezwykle rzadko spotyka się narzekanie. Niestety na 2009 mieliśmy i na 2010 mamy swoje „be”, gdyż weekendów owych jest niezwykle mało. Jesień chyba w ogóle pominę, bo jedyny plus, który widzimy, to oczywiście słoneczna, ciepła (przypominam – maksymalnie 22 stopnie w cieniu) pogoda i wizyta w parku, gdzie mnóstwo kolorów.
Jest coś jeszcze, co przejawia się w rozmowach o zimie i lecie. Kiedy rok temu mówiłem, że zima jest fajna, to słyszałem wielokrotnie, że jestem chyba niepoważny. Zaraz potem padały argumenty typu: „jak można lubić taką chlapę i deszcz. Jak ma być zima, to ma być śnieg i mróz i słońce”. Istotnie, z tym się zgadzam. Podkreślałem zawsze, że zimę lubię o wiele bardziej niż lato, ale jeśli to jest zima, a nie jesień. Ma być śnieg, ma być czysto, biało i mrozik. Słońce może być, ale jak go nie ma, to też jest ok. Teraz, kiedy mamy taką właśnie zimę, co słyszę? Oczywiście – nasze dobrze znane „be” i oczywiście argumenty, które zdecydowanie zaprzeczają tym, które padały jeszcze rok temu.
Identycznie jest z latem – kiedy nam nie dopieka w cieniu 40 stopni, tylko mamy deszcz i nieco poniżej 25 stopni, to też jest „be”, bo przecież chcemy mieć lato z prawdziwego zdarzenia.
Generalnie rzecz biorąc pogoda jest „be”, bo jedynie kilka dni w roku jest nam „ok”.
Coś rzeknę – otóż wszystko to sprowadza się, tak sądzę, do oglądania szklanki w połowie pełnej albo połowie pustej. Ja – jak doskonale wiecie – zawsze staram się widzieć ją w połowie pełną i wtedy – uwierzcie mi – łatwiej idzie się przez życie. Ot akceptując to, co jest i już. To coś w stylu „yesmenów”, tylko łagodniejsza wersja. Oczywiście nie zawsze się udaje, bo nie jestem geniuszem i do szczęścia sporo mi brakuje. Teraz też mój nastrój i sytuacja są do kitu i chętniej widzę szklankę do połowy pustą niż pełną, niemniej jednak uważam, że to błąd. Walczę z tym, choć idzie ciężko. Nie poddaję się, bo wiem z doświadczenia, że optymizm to pomoc w życiu. Kurcze, nie miało być aż tak poważnie.
Rozumiem więc to, że jest Wam źle, bo jest zimno i w ogóle, ale kurcze, mamy do cholery zimę, a nie jesień, wiosnę, czy lato. Zima powinna mieć śnieg, mróz i trwać dłużej niż dwa dni. Utrudnia nam to życie, to fakt, ale narzekaniem nic nie zmienimy, lepiej bowiem działać. Tak wiem, trochę utopijne to, co dziś napisałem, ale jak przełożymy to na swój świat, to będzie się lepiej żyło – tak sądzę. Nowozelandczycy i Australijczycy nie narzekają w ogóle na pogodę, mimo że mają skrajnie 45 stopni w cieniu, a z dnia na dzień to potrafi się zmienić, albo – jak w Nowej Zelandii – rano jest 20 stopni, ale już o 14 potrafi być jedynie 5 na plusie. Żyją i nie narzekają, bo wiedzą, że to klimat, że latem jest tak, a zimą tak i już. O!
Na koniec muszę przyznać się do pewnej porażki w temacie tego wpisu. Zanim go popełniłem, analizowałem Wasze wpisy wszędzie, gdzie jesteście. Jestem przekonany, że do każdego powyższe pasuje i jest rozwiązaniem, poza jednym… JOY, nie umiem znaleźć rozwiązania niestety do tego, że ta zima i zdrowie wspólnie skopało Twoją kilkumiesięczną pracę – tutaj byłbym chyba wściekły, bo jak z tym powalczyć…?
Trzymajcie się więc ciepło, ludki i ludziki, bo mamy zimę i dzięki temu, że teraz jest właśnie tak, możemy mieć sporo plusów latem (na przykład mniej owadów, bo je wymrozi).
P.S.
Zmiana wizualna bloga – bo tak mi się chciało

Najnowsze komentarze