miało być inaczej

13 04 2010

Znowu miałem dłuższą przerwę od bloga… Chciałem coś innego napisać, ale nie umiem chyba teraz.
Przez ostatnie dni wspominam sobie jedną z rozmów, jakie odbyłem z B., kiedy jeszcze razem podróżowaliśmy do Warszawy i z powrotem. Mówiliśmy o patriotyzmie, o tym, że w sumie to ja nie należę do zagorzałych patriotów, że niczego nie zawdzięczam Polsce (mówiąc teraz ogólnie). Teraz, już w sobotę, po raz pierwszy w swoim życiu kupiłem narodową flagę, przepasałem ją kirem i powiesiłem za oknem. Nie wiem sam, czy to patriotyzm, czy po prostu ludzki odruch, których nigdy mi nie brakowało, ale jakoś mi tak inaczej niż wcześniej. Poczułem się Polakiem.

Izabela Jaruga-Nowacka i Jolanta Szymanek-Deresz to dwie osoby, których śmierć dotknęła mnie najbardziej. Tylko one wraz z może dwojgiem innych posłów SLD byli w stanie spowodować, że lewica miała ludzką twarz po swoim wielkim upadku. Tak wiele chciały zrobić, tak głośno o tym mówiły, a przede wszystkim – działały. Nie kończyły na mówieniu, jak większość parlamentarzystów. One pracowały. Miały pomysły, rozsądne i przemyślane. Działały bez emocji. Chyba z tydzień temu w TVP Info gościła szefowa sztabu wyborczego Jerzego Szmajdzińskiego, Jolanta Szymanek-Deresz. Prowadząca redaktor zadała pytanie, dlaczego kandydat SLD jest tak mało widoczny, że nie bierze udziału w politycznych dyskusjach. Odpowiedź była prosta: my chcemy rozmawiać z Polakami, jedziemy do nich, spotykamy się z nimi. Nie interesują nas bezsensowne potyczki słowne i kłótnie, bo Polska ma ich dosyć. Kiedy przyjdzie czas, będziemy rozmawiać z politykami. Szczerze mówiąc, jako rodowity mieszkaniec Łodzi, jeszcze kilka lat temu sympatyzowałem właśnie z SLD. Zresztą dzięki nim zdobyłem świadectwo dojrzałości (gdyż wcześniej ktoś mądry stwierdził, że ot tak wprowadzi nowe matury dla tych, którzy uczą się starym programem). Niestety zawiedli później. Właśnie w tych osobach miałem nadzieję, że jeszcze nie teraz, ale za kilka lat znowu będą poważną siłą polityczną, a ja będę mógł głosować na swoich sympatyków, a nie na mniejsze zło. Niestety. Dziś tej nadziei zostało znowu nie zbyt wiele.

PiS – partia, o której mógłbym mówić bardzo długo. Nie w dobrych słowach. W tragedii 10. kwietnia zginęła Aleksandra Natalli-Świat. Kobieta, która łagodziła obyczaje. Tylko czasami pasowała mi do PiSu. Przez większość czasu zastanawiałem się, co ta kobieta tam robi.

Kobiety tego kraju straciły we wszystkich trzech Paniach największe i najgłośniejsze orędowniczki ich praw. Mam nadzieję, że znajdziecie inne. Musicie, bo było już tak wiele na dobrej drodze, a teraz może to zaginąć.

Pani Prezydentowa (Prezydent – jak mawiał – nie lubił tak na nią mówić) to lepsza strona Pałacu Prezydenckiego. Ta kobieta zrobiła tak wiele. Była przy tym skromna i miała w głębokim poważaniu wszelkie konwenanse. Jej będzie bardzo brakować.

Niestety, nie uśmiechniemy się na widok posła Gosiewskiego (ileż dowcipów o krótkich rączkach i krótkich nóżkach przewijało się wśród nas). Komisja hazardowa straciła jednego z najgłośniejszych – posła Wassermanna.

Jest też oczywiście Prezydent – nie byłem w gronie jego fanów i pewnie nigdy bym nie był. Jednak to on był zawsze Bratem-Którego-Wolałem. Potrafił tonować emocje lepiej niż jego brat. Był bezwzględnym patriotą, cenił wartości rodzinne i potrafił być prawdziwym facetem (pomyślcie sami, dlaczego tak mówię). Za to go ceniłem. Wetował na prawo i lewo, sprzeciwiał się i bywał złośliwy. Robił błędy, jak każdy z nas. Nie słuchał zbyt często innych – jak każdy z nas. Kierował się stwierdzeniem „ja mam rację” – jak każdy z nas. Nikt przecież nie lubi nie mieć racji.

Mógłbym napisać coś o większości (nie zapominajmy o załodze, młodych dziewczynach, które były na starcie życia). Wspomnę o jeszcze jednej osobie. Porucznik Paweł Janeczek (BOR). Człowiek, który był mi najbliższy z nich wszystkich. Zostawił żonę – Joannę Racewicz i 1,5 rocznego synka. Nie znałem go aż tak dobrze, ale zawsze widziałem, że jest oddany rodzinie i służbie jednocześnie. Potrafił to pogodzić i nikt na tym nie tracił. Byli w sobie ogromnie zakochani. Sam nie wiedziałem, co zrobić – czy napisać do Asi SMSa, czy może zadzwonić. ..

Szanowni…
Szacunek i uznanie dla Was Wszystkich. Jesteście wolni i nie musicie już przestrzegać tych chorych zasad i żyć w klatce. Nikt Was nie będzie już oceniał i krytykował. Fani zostaną – fani każdego z Was są i będą z Wami nadal.

Panie Prezydencie,
Pana naród zjednoczony stoi razem. Ramię w ramię. Tak, jak zawsze Pan chciał!

Polacy,
nie róbcie szumu… jak słyszę od Was, że obwiniacie Rosjan… ludzie, zastanówcie się…!

Wciąż ze łzami w oczach (i to nie metafora) i chwilami zapłakany,
t.

gdybyśmy o żywych mówili, jak u zmarłych i z żywymi utrzymywali relacje takie, o jakich mówimy przy ich śmierci, to świat byłby o niebo lepszy…


Działania

Informacja

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.