Nie ma się co oszukiwać… pisanie na tym blogu mi nie idzie zbyt dobrze. Jakoś aktywność w tym obszarze przeniosłem w inne miejsca w sieci. Może dlatego, że tam się dyskutuje? Może… nie wiem. Jest chyba jeden powód, dlaczego tutaj nie chciałem zbyt dużo pisać. Czytają to osoby, które przestałem cenić i szanować. Z drugiej jednak strony to nie ja ze sobą muszę czuć się źle, a blog w sieci ma to do siebie, że jest jednak publiczny.
Ostatnio było smutno. Pisałem o tym, że poczułem się obywatelem Polski. Cóż… jak szybko się pojawiło, tak samo prysło…
Jednak nie mogę czuć się patriotą w kraju, który potrafi jednoczyć się tylko w chwili tragedii. Pisząc „chwili” mam na myśli dosłownie chwilę. Takie mrugnięcie okiem. Kilkanaście godzin po tragedii w Smoleńsku i… już kłótnie, wojny, spory… mniejsze niż na co dzień, ale jednak. Każdy kolejny dzień to kolejne spory. A kwestia pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu przelała czarę… Może nie sama kwestia, ale kłótnia wokół niej. Czy powinni być tam pochowani, czy też nie. Każdy może mieć swoje zdanie. Osobiście uważam, że to ogromny błąd. Z całym szacunkiem – ten człowiek nie zrobił nic dla tego kraju, nie był męczennikiem, nie zginął też takową śmiercią. Niemniej jednak, uszanowałem decyzję i już. Dlaczego? Bo to najgorszy z możliwych czas do dyskusji na ten temat. Nie jednak dla polityków i innych takich… grrr…
Tak więc reasumując ten wątek wpisu – w temacie patriotyzmu jestem tam, gdzie byłem przed 10.04.2010, a może i jeszcze dalej od kraju…
Obiecałem też troszkę o pracy… Pracuję… i jest bardzo dobrze. Nie chcę zapeszać, no bo to nowy start i takie tam. W końcu jeszcze tam jestem krótko i wszystko może się zmienić, ale wierzę, że tak nie będzie. Znaki pokazują, że jest ok i nie szykuje się gorzej. W listopadzie mocno zarzekałem się, że nie wpadnę w wir korporacji. Cóż. Nie udało się
Nie żałuję jednak, bo poza minusami, korporacja ma też plusy. Pracuję w jeszcze większej firmie niż dotychczas, w zupełnie innej branży, jednak z podobnym zakresem obowiązków. I zwłaszcza pod kątem tego ostatniego jest o niebo lepiej. W poprzedniej firmie moje stanowisko było mocno papierowe, choć nie zawsze, bo do końca 2008 roku było zupełnie inaczej. Od 2009 wszystko legło w gruzach. Projekty – na papierze, działania – na papierze, 500 uzasadnień biznesowych, które nigdy nie zadowalały Wielkiego C., za do cieszył się z fajnych obrazków i swoich wtórnych pomysłów, które nijak się miały do misji i z których pracownicy albo się śmiali albo ignorowali. Było też wiele moich bojów opartych o broń prymitywną, bo nikogo nie interesowało to, że potrzebna jest bardziej nowoczesna. Ogólnie cały rok 2009 poszedł do kosza. Nie mogłem zrobić nic, poza malutkimi działaniami PR i komunikacji. Na tym stanowisku byłem półtora roku… Teraz, w nowej firmie, jestem niespełna dwa miesiące… pomysły? „Tak, Tomek, prosimy i ich górę”. Dyrektorzy (i to wyżej niż Wielki C.) mają zawsze czas, rozmawiają z uśmiechem i pogodą ducha. Uśmiechają się i są szczerzy. I dosłownie za każdym razem słyszę: „Tomek, to ty tutaj jesteś od tego, żeby to robić, a ja chcę wiedzieć i się zgadzam”. Słuszne podejście Dyrektora, który ma od konkretnych działań Specjalistów: rób, pokaż wstępnie co ma nam to dać (czytaj jedno uzasadnienie i nie chodzi o biznesowe, tylko o zyski każdego rodzaju, również satysfakcji ludzi). Ostatni etap: wdrażaj, testuj, kup jeśli trzeba, a później będziemy się razem zastanawiać, czy warto iść w to dalej, czy nie. Podsumowując: nie ma chorej teorii, tylko teoria podparta praktyką. Mam już swoje sukcesy, ale i dwa pomysły, które okazały się totalną klapą. I dobrze. Wszyscy chcą w tej firmie sprawdzić i ocenić, a nie oceniać teorię.
Kolejny plus, to brak kryzysu. Cóż… fajnie wiedzieć, że ktoś czuwa i ogranicza wydatki rozsądnie, bez przesady i równo u wszystkich (a nie tak, że np. Dział Personalny ma na wszystko i wszędzie, ale inni już nie). Fajnie też wiedzieć, że budżet jest elastyczny i można z niego czerpać na wszystko (np. Na gadżety czy spotkania). A to wszystko bez ani jednego użycia słowa „kryzys”. Nie ma też „zamrożeń”, „wstrzymań” i innych takich. Każdy wie, że oszczędzamy, ale ta firma nauczyła pracowników, że tak po prostu trzeba i każdy to wie od zawsze, że wydaje się tyle ile można i na to, co potrzeba: czy to dla rozrywki, czy biznesu. Efekt takich działań? Moja poprzednia firma może pomarzyć o takich przychodach i wynikach satysfakcji z pracy, jak obecna. Jeśli dalej tak pójdzie, a z tego, co ludzie mówią, nic nie idzie ku lepszemu – to może być tylko gorzej TAM. Szczerze? Szkoda mi pewnych osób (np. A., która chciała być dobrym Kierownikiem, ale Wielki C ją mocno blokuje). Marnują się tam i to mocno. Mają pomysły i chęci i chorych Dyrektorów nad sobą, którzy wiążą im ręce. Dowód na to dał również ten audyt. Nic dodać nic ująć i jako były pracownik niemal pod wszystkim podpisuję się obiema rękami. Niestety wiele z tych rzeczy nie miałoby miejsca, gdyby Specjaliści kierowali, a kierownicy sprzątali. Nie lubię uogólnień, więc nie dotyczy to absolutnie wszystkich, ale wielu niestety.
Jestem zadowolony… Myślałem, że w tamtej firmie było ok, ale po opuszczeniu jej murów Hubi powiedział „to bardzo dobrze robi, odejść stamtąd, a tobie zrobi na pewno”. Długo nie wierzyłem, ale teraz wiem. Bałem się, że moja PR wszędzie teraz kuleje i będzie tylko gorzej. Myliłem się… to TAM jest gorzej. Można działać PRowo i komunikacyjnie bez zahamowań i chorych cięć. Warunek – pomysły (są!), Kierownik (jest!), Dyrektor (jest!). Dorzucimy rozsądne zarządzanie budżetem i mamy sukces.
Oczywiście są też minusy, ale na nich się nie skupiam, bo i tam były… skupiam się na swoich zadaniach, które wreszcie mogę realizować, a nie tylko o nich mówić. Mogę iść do Dyrektora z opisem (nie zawsze z prezentacją PPT), pogadać, rozważyć i działać. Aż chce się, w końcu nie obawiam się opinii „chłopczyka, który nic nie wie i nie umie”. Ktoś mi zaufał na szczeblu nie tylko Kierownika, ale i Dyrektora, a ja robię wszystko, aby nie zawieść… W piątek od Dyrektora usłyszałem… „cieszę się, że tu jesteś. Czułem, że się nie zawiodę i póki co nie zawiodłem”.
Mógłbym jeszcze dłuuugo się chwalić i cieszyć, a co! Nie będę jednak zanudzał, bo jak wspomniałem, czar może jednak prysnąć w każdej chwili, ale ufam, że tak się nie stanie. Dlaczego? Bo robię swoje, rozmawiam z ludźmi, a Dyrektorzy interesują się działaniami, a nie tylko papierkami. Praca marzeń? Niekoniecznie, bo wewnętrznie nie czuję satysfakcji w 150%, ale zadowolony z niej jestem i to mi póki co wystarczy. Będę się rozwijał i szedł do przodu, bo ta firma daje mi taką szansę. Realnie ją daje, a nie tylko w teorii.
Brakuje tylko Was, Kochani Ludkowie z TAMTEJ firmy (i tych, którzy już wcześniej odeszli, a którzy we mnie wierzyli, którzy dawali szanse i ufali. Prowadzili za rękę do osiągnięcia sukcesów.).
= j., Ty wiesz, ja wiem, że wiesz i pamiętasz, ale się przypomnę, gdyby coś jakoś, to jestem
=
Dodam też, bez zapeszania, że buduję Mój-Mały-Statek, sporo przede mną działań, ale zanim one, to i czasu oczekiwania na decyzje w różnych sprawach z tym związanych. W końcu ten MMS potrzebuje źródła inwestycyjnego i pomocy w budowie. Oby się udało, a jak się zbuduje, to zacznie pływać na płytkich, a później na głębokich wodach… i będzie fajnie, bo to będzie Mój-Mały-Statek. Wierzę, że się uda ![]()
Trzymajcie kciuki
Będzie dobrze! Musi być!

Najnowsze komentarze